Największa tajemnica Guadalupe
Najbardziej niezwykłe objawienie maryjne w historii świata, które opisuje Wincenty Łaszewski w książce „Największa Tajemnica Guadalupe”, miało miejsce w 1531 roku w Meksyku. Ubogiemu azteckiemu pasterzowi, Juanowi Diego, objawia się na wzgórzu Tepeyac Maryja. Jako dowód dla niedowierzającego biskupa poleca mu, by w środku zimy nazbierał pięknych kwiatów, które układa w płaszczu (tilmie) pastuszka.
Ten, na prośbę Maryi, zanosi je biskupowi, by przedstawić życzenie Pięknej Pani dotyczące wybudowania kościoła w miejscu objawienia. Gdy Juan Diego rozwija swoją tilmę, wysypują się piękne, świeże kwiaty, a na wewnętrznej stronie płaszcza ukazuje się wszystkim obecnym niezwykły wizerunek Maryi.
Autor książki poleca poznawanie tajemnic Guadalupe od zapoznania się z lekturą „Nican Mopohua”, którą określa się jako „Aztecką Ewangelię”. Ten niezwykły dokument uważa się za pismo natchnione przez Boga. Posiada on jakby wewnętrzną siłę i doskonałość, jest żywy i poruszający. Porównuje się go z Ewangeliami kanonicznymi. Jak pisze autor – jest arcydziełem. Został napisany w języku indiańskim dla Indian.
Pozwolę sobie tutaj przytoczyć krótki fragment, by zakosztować choć odrobinę piękna i prostoty tego dzieła:
„Wielki musi być Ten,
który narodzi się z Panny,
skoro Panna jest wielka.
Przybyła z krainy rajskiej,
a Jej szaty mienią się jak barwy motyla,
Oblekła się w gwiazdy,
stopy na księżycu postawiła,
wyprzedza słońce.”
Wincenty Łaszewski w sposób wyczerpujący przybliża fenomen cudownego wizerunku, do dziś nie do końca wyjaśnionego. Nie ma na nim śladów farb ani znanych technik malarskich, a sama tilma, upleciona z włókien agawy, powinna rozpaść się po kilkudziesięciu latach. Zachowała się do dziś.
W oczach Maryi, a dokładnie w Jej tęczówkach, odbite zostały w niewytłumaczalny sposób konkretne osoby uczestniczące w scenie rozwinięcia płaszcza przed biskupem przez Indianina.
Cały obraz namalowany jest niczym ikona, pełna symboli i znaków zrozumiałych dla rdzennych mieszkańców Meksyku. Jak tłumaczy Wincenty Łaszewski, doskonałość ikony mierzy się jej umiejętnością otwierania ludzkich serc na Boga. Artysta malujący ikonę musi mieć dar kontemplacji – więcej nawet – musi w nim mieszkać Boska Świętość.
Według słów meksykańskiego malarza Ibarra, nigdy żaden malarz nie będzie zdolny stworzyć wiernej kopii Matki Bożej z Guadalupe. Matka Boża nie przychodzi z królewską potęgą, ale cicho i delikatnie, z czułą obecnością Matki i tym zdobywa serca ludzi, przyjmując ich takimi, jakimi są. Pochyla się nad ich uciemiężeniem.
Świadczą o tym wzruszające słowa, którymi przemawia do Huana Diego:
„Czyż nie jestem tu [z tobą], Ja, twoja Matka? Czyż nie jesteś w moim cieniu i w mojej opiece? Czyż nie jestem źródłem twojej radości? Czyż nie jesteś w zagłębieniu mego płaszcza, w skrzyżowaniu mych rąk? Czego więcej ci trzeba? Niechaj nic cię nie martwi ani niepokoi…”
W ciągu siedmiu lat od objawień w Guadalupe obecność cudownego wizerunku nawróciła osiem milionów Indian. Dla porównania od 1521 roku, przez dziesięć lat do objawień Maryi z Tepeyac, hiszpańskim franciszkanom tam przebywającym udało się nawrócić zaledwie garstkę Azteków.
Widziałam różne wizerunki Maryi, nigdy jednak taki jak ten z Guadalupe. Ponoć trzeba stanąć przed tym dziełem, namalowanym nieziemską ręką, na żywo.
Wyobrażam sobie, jak to mogłoby być…
Jestem ja i Ona jest. Ona patrzy na mnie, nie ocenia, nie porównuje, kocha…
I słyszę słowa: „Czyż nie jestem tu z tobą, Ja, twoja Matka?…”

